Przejdź do głównej zawartości

Trochę o gościach

Goście przewijają się przez hotel, jedni zostają na kilkanaście nocy, inni tylko na 2 lub 3, robiąc oblotówki po lokalnych wyspach. Jedni zupełnie obojętnie wchodzą i wychodzą, inni na dłużej zapadają w pamięć. Ale każdy jest jakiś.
Najbardziej lubię gości z bezpośrednich rezerwacji oraz z rezerwacji przez booking.com bo świadomi są, że jadą na lokalną wyspę, ze Guest House stoi pomiędzy domami rdzennej ludności i nie są zawiedzeni jak goście biur podróży, że to nie resort, nie ma motłochu w 300 pokojach, że nie ma bufetu i można jeść do upadłego a wódka się leje od rana do nocy. Mowa oczywiście o Ukraińcach i Rosjanach. Chociaż także wśród nich, zdarzają się wyjątki.
W ciągu ostatnich dni, nie wiem jak się nazywam, nie wiem jaki jest dzień tygodnia, wiem tylko jaka data,. Siłą rzeczy bo monitoruję przyjazdy i wyjazdy gości. Każdy coś ode mnie chce, jak bym była tam tylko dla niego, niektórzy nie zważają na to, że jestem akurat zajęta, skupiona, coś piszę - nie, podchodzi i zawraca gitarę. Inni znowu przepraszają za wszystko. No ile ludzi, tyle charakterów. Czasem kilka problemów nakłada się w jednym momencie. A to ciepła woda w łazience nie leci, komuś odwołano wycieczkę i na już trzeba zorganizować następną. W tym samym czasie przylatują moi goście z Polski VIP, wszystkie promy w tym dniu akurat zostały odwołane więc nie pozostaje nic innego jak załatwić prywatną motorówkę, która do najtańszych nie należy. Na lotnisku stoi Shifan z telefonem i wypatruje polskich twarzy, przekazując telefon, przez który tłumaczę, że promy nie jadą i wspólnie organizujemy większą grupę, która zrzuca się na motorówkę i koszty już tak nie bolą. Znalazło się 9 osób. 5 moich wiernych czytelników, z którymi planowałam spotkać się na lotnisku, bo udawali się na wyspę Maafushi, a przylecieli razem z moimi VIPami. A, jako, że promy nie pływały to ja też na lotnisko tego dnia nie dotarłam. Stąd Shifan. W tym samym samolocie leciała jeszcze jedna, bardzo ciekawa parka Polaków, zapalonych sportowców, fanatyków nurkowania, którzy nie mieli właściwie żadnej potwierdzonej rezerwacji w Guest Housie. Zwerbowalimy ich na Guraidhoo i bardzo dobrze :) Bo jak Adaś opowiadać zaczął, to śmiechy nasze na całej wyspie słychać było.



Włosi - w podróży poślubnej, raczej się nie integrowali, więc dużym zaskoczeniem było dla mnie kiedy podeszli aby pokazać mi swoje zdjęcia ślubne. Ale bardzo sympatyczni :)))


Noc Sylwestrowa - znowu Włosi, Rosjanie i Ukraińcy. Rosjanie - moi ulubieńcy :) ledwo się po angielsku dogadywali, ale radziliśmy sobie rozmawiając każdy w swoim języku. I tak własnie będąc tu uczę się dwóch języków: rosyjskiego, malediwskiego oraz szlifuję angielski.



Francuzi - wiecznie uśmiechnięci, rano wychodzili tylko z maskami na plażę i wracali przed zachodem słońca. Uwielbiają snorkować i wszystko dla nich jest super, ani jednego słowa narzekania :)


Ukraińcy - ten duet mimo tego, że był krótko, pozostanie w pamięci na długo. Spalili się w pierwszy dzień, bo nie przywieźli żadnego kremu na opalanie (jak wszyscy nasi wschodni sąsiedzi) a potem stali na schodach i wołali "Magda, kapusta!" owijali się nią i tak spali. Rano opuchlizna schodziła, jednak charakterystyczne czerwone nosy pozostały do samego wyjazdu. Jedyne co potrafili mówić po angielsku to "Nach Haus" (myśleli, że to po angielsku) oraz Good Morning, kiedy szli spać :) Byli bardzo pocieszni. 


Goście z Rumunii - pierwszy raz zdecydowali się przyjechać na własną rękę, na lokalną wyspę do Guest Housu. Zawsze jeździli tylko do 5 gwiazdkowych resortów, gdzie było mnóstwo ludzi i wszystko na tip top. Powiedzieli, że na lokalnej wyspie jest o wiele lepiej, w Guest Housie panuje rodzinna atmosfera, że czują się swobodnie oraz zafascynowani byli podglądaniem lokalnego życia na wyspie. Załapali się nawet na imprezę urodzinową jednego z wnuczków naszego kucharza. Party odbyło się na plaży - byli zachwyceni, mówili, że w resorcie tego nie ma. Po powrocie wysłali bardzo miłego maila, mam się odezwać, jeśli będę kiedyś w Rumunii, bo bardzo miło będzie im mnie gościć. Super ludzie na poziomie, inteligentni i do tego zawsze uśmiechnięci i bardzo pozytywni :)


Chorwaci - rozmawialiśmy do późnej nocy, jak byśmy się znali od dawna. Myślę, że się jeszcze zobaczymy. Jak nie tu to gdzie indziej :) Chorwację też uwielbiam i mam zamiar znów kiedyś odwiedzić.


No i wreszcie moi polscy VIPowie :) Piotr i Paulina - moja pierwsza bezpośrednia rezerwacja, Piotrek wyhaczył mnie gdzieś na forum i tak zorganizowaliśmy im wakacje w Dacha. Dawno nie widziałam tak fajnej parki i tak ciepłej osoby, jaką jest Paulina. Już sam jej głos koił moje skołatane czasem nerwy, przesiadywaliśmy wieczorami obgadując resztę gości hihihi czuli się w Dacha jak w domu, łzy lały się przy pożegnaniu. Jeszcze tu wrócą :)


Po lewej Ukraińcy - wolałabym nie komentować, ale nie mogę się powstrzymać :D Wielce państwo, porównujące wszystko z innymi krajami, Dubaj to a Turcja tamto, chcieli jeździć na wycieczki do resortów ale tylko 5 i 7 gwiazdkowych (szkoda, ze 7 w ogóle nie ma) a jak usłyszeli cenę za wstęp to przepływali z Guraidhoo do resortu, ciuchy trzymając w jednej ręce nad wodą, wychodzili na brzeg, jedli, pili, pływali w basenie, wracali i jeszcze się tym chwalili. Tacy zamożni i tacy na poziomie. No on przynajmniej sympatyczny był :)

Od lewej Adam i Monika oraz Piotrek z Pauliną. 


Dwie krejzolki - Olga i Tamara z Ukrainy. Dwie zadbane i pozytywnie zakręcone starsze panie. Mówiły na mnie "moje kochane słonećko" przytulały się i też miały milion problemów, które to ja oczywiście musiałam wysłuchiwać i rozwiązywać. No, taki mój los :)

Tyle póki co. Może za jakiś czas pojawią się kolejni wybrańcy, aktualnie posiadam grupę 12 osobowej ukraińskiej rodziny, są mili. Dwóch jest producentem kiełbasy, nawet dostałam w prezencie pętko podsuszanej :P ale przepyszna i śmiech śmiechem ale sprawili mi ogromną frajdę.
Z fantów dostaję jeszcze: majonez, chleb ziarnisty, papierosy i słodycze. I oregano - ale to na życzenie, bo w Male' nie jest dostępne. Zjadłabym jeszcze sera żółtego z dziurami, serek wiejski, pierogi, barszcz czerwony z uszkami, gołąbki i krokiety. Proszę o mnie pamiętać, moi mili przyszli goście :-)

Komentarze

  1. Bozeszzzz jak Ci zazdroszcze tej pogody!!!Angielska mnie dobija, dobrze, ze chociaz patrzac na Twoje zdjecia robi sie czlowiekowi lepiej, ze sa miejsca, gdzie nie pada w tej chwili :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Na pewno coś z tej listy do Ciebie trafii dobrze ze sama ujawnilas, bo mieliśmy pisać w tej sprawie. Wiadomo ze polskie jedzonko zawsze bedzie w Twoim sercu. Nawet nie wiesz jak chcielibyśmy juz tam byc. Kasia i Marcin 2 kwietnia

    OdpowiedzUsuń
  3. podobnie jak Kasia miałam pytać o to samo :) na pewno przywieziemy ci coś specjalnego :) Aga i Daisaku z Wrocławia

    OdpowiedzUsuń
  4. Kochani, którzy się tam wybieracie- Magda pali cienkie mentolowe papierosy, które są materiałem absolutnie nie do kupienia na Malediwach... Na pewno się ucieszy:).

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Informacje praktyczne - wakacje na Malediwach - wyspa Nilandhoo

Wakacje na Malediwach. Mało kto pewnie wie, zanim w ogóle zagłębi się w temat, że na Malediwach wypoczywać można na trzy różne sposoby:

- Resort - luksusowe ośrodki z domkami na wodzie, gdzie cena również będzie "luksusowa". Nie ma tam życia lokalnego, są tylko turyści, a całą wysepkę zajmuje jeden hotel
- Guest House - na lokalnej wyspie, to pensjonat usytuowany pomiędzy domami lokalnej ludności. Tutaj toczy się codzienne życie mieszkańców, dzieci chodzą do szkoły, a rybacy wypływają na połowy
Łodka Safari - cruiser z kajutami, który wypływa w rejs po atolach, mogą to być rejsy tematyczne, np. dla nurków - pływa się wówczas po najciekawszych miejscach do nurkowania w kraju.

Przepaść cenowa jest dość spora. Najtaniej wychodzi pobyt w Guest Housie na lokalnej wyspie, acz kolwiek, należy pamiętać, że ceny nie będą tak niskie jak na Sri Lance czy w Tajlandii. To dość kosztowny kierunek, nawet, jeśli zorganizowany w opcji low budget.

Nie ma czegoś takiego, jak biwakowanie pod…

F. Nilandhoo, Malediwy - pokoje do wynajęcia

Ogłosilam niedawno, że wraz z mężem mym, Imranem, otwieramy nasz wspólny Guest House na wyspie Nilandhoo. Chcielibyśmy od listopada móc już tam kwaterować gości, ale wszystko okaże się, kiedy wreszcie przydzielone zostaną nam wszelkie licencje i pozwolenia. Na ten moment czekamy na zaakceptowanie nazwy, jaką wybraliśmy dla naszego dziecka :) Po drodze musimy zrobić logo, stronę www i takie tam, wiec pewnie trochę się zejdzie. 
Druga rzecz ... nie wiem, czy pamiętacie, ale prawie 3 lata temu przybyłam na Nilandhoo w celu obejrzenia Guest Housu, ktory się wówczas budował i w którym to rzekomo miałam kwaterować swoich gości.  Hotel miał być gotowy w kwietniu. Może by i był, ale na pewno nie na Malediwach. Podobnie, jak budowa mojego, trwała dobre dwa lata. W sumie to wtedy nie miałam w ogóle planów, nawet nie śniłam o otwarciu swojego własnego, a tu mój już skończony (choć trwało to także wieki), lada moment otwieram a ten, do którego pierwotnie przyjechałam, także dopiero teraz jest go…

Zamieszkać na Malediwach

Pomysł na ten post zrodził się spontanicznie, jest on uważam niezbędny, gdyż wielu z Was zastanawia się, jak to się stało, że zamieszkalam na Malediwach i jak to zrobić, żeby także zamieszkać. W końcu jeśli mnie się udało, to chyba nie może to być aż tak skomplikowane. Dostaję od 2 do 5 maili dziennie, z pytaniem, jak to zrobić? Odpowiadam zatem.
Muszę już od początku ostudzić trochę te emocje i powiedzieć, że wcale nie jest tak łatwo. Gdyby było, czy nie byłoby dziś wysp pełnych niemieckich emerytów, angielskich studentów i w ogóle mnóstwa innych nacji z całego ŚWIATA bo któż nie marzy o tym, aby mieszkać w raju ? No właśnie, a tak nie jest. Jeszcze do niedawna, w ogóle nie było wstępu na lokalne wyspy, była tylko turystyka w resorcie i wielu turystów nawet nie zdawało sobie sprawy, że tam kilka wysepek dalej, toczy się czyjeś codzienne życie. Malediwczycy mieszali się jedynie między wyspami, ciężko było odnotować zagranicznego męża czy żonę (może z wyjątkiem Indii czy Sri Lanki, gd…