Przejdź do głównej zawartości

Jak w kalejdoskopie

Ile to czasu minęło ? 3 tygodnie? A wydarzyło się tyle, jakby to było pół roku. Aż dziwne, że w miejscu, gdzie wszyscy  na wszystko mają czas, spotkania w środę o 11 rano odbywają się w piątek o 23, Guest House, który otwarty ma być w maju, celebruje swe otwarcie niemalże z kolędami w tle - tak w życiu wszystko dzieje się bardzo szybko. Po 5 tygodniach od poznania się chłopaka i dziewczyny, stoi ogonek gości, dzierżący pudełka z prezentami dla nowożeńców, po 3 miesiącach pojawia się informacja o bobasie, a po dwóch latach dochodzi do rozwodu (wystarczy, że mężczyzna powie do kobiety "nie jesteś moją żoną" i już jest po sprawie). I tak po 3 tygodniach od "wygnania" mnie z wyspy, znalazłam się tu z powrotem, ale już w innych okolicznościach. Już nikt nie dzwoni, nie skarży, nie notuje o której wracam. Wszyscy pogodzili się z tym, że też mam prawo do życia prywatnego i mogę spotykać się z kim chce, o której chcę wracam i z którego domu wychodzę. Dacha Maldives nie jest już moim domem. Ale Guraidhoo jak najbardziej tak. Po 3 tygodniach wysiadłam z promu, w progach Guraidhoo, czułam się jakbym własnie wróciła do domu. Znajomi cieszyli się na mój widok, przybijali piony, pytali dlaczego wyjechałam, co się ze mną dzieje - było to na prawdę miłe. A teraz, moim nowym domem stał się ... dom Immy. Imma to małpka wspinająca się na palmę po kokosy. Mama jego przygotowała mi pokój (domy Malediwców przeważnie mają dużo pokoi, córki mieszkają z zięciami lub synowie z synowymi, każdy ma osobny pokój z łazienką). Ledwo otworzę oczy - niesie mi kawę w białej filiżance, która jak mi dzisiaj zdradził Imma, jest najładniejszą jaką mają i zaraz po tym, jak skończę swoją kawę, mama myje filiżankę i chowa, aby nikt z niej przypadkiem nie pił. Do kawy na spodku obowiązkowo zawsze są dwa małe banany.
Wszyscy wiedzą, że kiedy będę na Guraidhoo, to tu teraz będę się zatrzymywać, a ci, co najwięcej wcześniej mącili teraz wielce przyklaskują, skoro "rodzice mnie akceptują", wpuścili pod swój dach. Może nie ma w tym nic złego, ale w końcu jestem w kraju muzułmańskim. Niemniej jednak - poczułam ulgę. Znowu czuję się wolna. Nie czuję się już tak, jakbym robiła coś złego, tylko dlatego, że komuś się coś nie podoba. Zawsze staram się być w stosunku do wszystkich ok, szanować kulturę i zwyczaje. A Imma? Co tu dużo gadać, dobrze, że jest, bo z nim to wszystko jakieś takie łatwiejsze się wydaje. 
Z domu wychodzi się prosto o tu o:


Guest House na Thulusdhoo zawsze witać mnie będzie z otwartymi rękoma, więc na tamtej wyspie to on jest moim domem. W Male' prowadzić będę Agencję Turystyczną, wczoraj oglądałam swoje biuro. Zaeem (ten konkretny, który przejął udziały w Dacha Surfers na Thulusdhoo i także jest współwłaścicielem tej agencji) wynajął mi mieszkanie w Male', które będzie opłacał a ja będę tam mieszkać, podczas pobytu w Male'. Praca polegać będzie na podróżach pomiędzy resortami, inspekcjom. Czyli powracam do tego, co zaczęłam przed otwarciem Guest House na Guraidhoo. Będę na inspekcjach w resortach, z gościnnymi występami na Thulusdhoo oraz Guraidhoo.

Rozmawiałam wczoraj z gośćmi: Mariusz i Jola - przesympatyczne małżeństwo z Polski. Podróżnicy, ludzie o szerokich horyzontach. Po rozmowie z nimi pomyślałam, że jestem coś winna czytelnikom oraz wszystkim wybierającym się na Malediwy. Otóż kwestia porządku i śmieci na wyspach .... jak powszechnie wiadomo, problem takowy istnieje. Myślę sobie, że wszędzie gdzie są ludzie, będą także i śmieci, chociaż może tak myśląc tłumaczę trochę samych mieszkańców? Problem istnieje - nie da się ukryć. Malediwcy mają idiotyczny zwyczaj wyrzucania wszystkiego na ziemię, przez okno promu, na plażę. Rzeczywiście przechadzając się obrzeżami lokalnych wysp, można natknąć się na dosłownie wszystko: od wózka inwalidzkiego, po połamane talerze, skorupki jajka czy inne odpady organiczne. O ile łupkę po bananie być może zje jakaś rybka, tak z wózkiem inwalidzkim może być już gorzej. Co odpowiadają mieszkańcy, zapytani, czemu tak wszystko wyrzucają za siebie? Odpowiedź jest jedna: a co mamy z tym robić? Faktycznie państwo jakoś nie specjalnie przejmuje się losem niepotrzebnych przedmiotów, rozkładając ręce radny wyspy mówi "a kto nam na to wszystko pieniądze da?" Sama osobiście z nim rozmawiałam. Urządzałam akcję sprzątanie. Sama własnymi rękami usuwałam puszki i plastikowe butelki. Nie trudno się domyślić, że bez systematycznego sprzątania wyspa za chwilę będzie wyglądać tak samo. Na Guraidhoo trochę mentalność się zmieniła, ludzie zaczynają doceniać obecność turystów na wyspie i można zauważyć jak jeden drugiemu zwraca uwagę na to, że puszka wylądowała na ziemi a nie w kontenerze. Przeważnie są to właściciele Guest Housów i sklepów z pamiątkami, ale tzw. młoda generacja coraz milej mnie zaskakuje. Sami urządzają w poniedziałki sprzątanie - nie jest to jeszcze tak, jak być powinno, ale jest nadzieja, że wkrótce zmieni się coś na lepsze. Robiąc zdjęcia powalającym widokom i okolicznościom przyrody, śmiało będzie można spojrzeć i pod nogi, nie tylko w dal. 
Fotografuję Malediwy tak jak je widzę. Nie tylko lokalne wyspy, ale także resorty i bezludne wyspy. Biorę odpowiedzialność za wszystkich gości, którzy przeze mnie i przez mojego bloga zdecydowali się wybrać Malediwy jako destynację ich kolejnych wakacji, jednak nie biorę odpowiedzialności za mylenie lokalnej wyspy z resortem i nieczytanie treści bloga. Zdjęcia pochodzą z różnych miejsc i proszę nie myśleć, że domki na wodzie, że plaża, że bikini, że czysto - że to wszystko jest na Guraidhoo - tej małej lokalnej wysepce o rozmiarach 400 na 800 metrów. 

Z ciekawostek pokażę, co znalazłam ostatnio w sklepie: 





A to ten owoc, którego nazwy nie znam i, który myślałam, że nie ma pestek.


No i następny już nie miał ^^


Krówki powędrowały ze mną na prom. Pyszooota, zjadłam całą paczkę a w ciągu 30 minut.

W lodówce chłodzi się kilka paczek żółtego sera (fanty od gości), a salami od Maria i Joli wystarczyło na dwa posiłki. Uwielbiam takie prezenty! Dziękuję z tego miejsca także Weronice, której nie miałam przyjemności poznać osobiście.
***

Do usłyszenia wkrótce.
W kolejce czeka wpis o Thulusdhoo, bezludnej wyspie i wizycie polskich gości. Niestety kabel do aparatu mi się zepsuł i nie mogę pozrzucać zdjęć :((((((((((



Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Informacje praktyczne - wakacje na Malediwach - wyspa Nilandhoo

Wakacje na Malediwach. Mało kto pewnie wie, zanim w ogóle zagłębi się w temat, że na Malediwach wypoczywać można na trzy różne sposoby:

- Resort - luksusowe ośrodki z domkami na wodzie, gdzie cena również będzie "luksusowa". Nie ma tam życia lokalnego, są tylko turyści, a całą wysepkę zajmuje jeden hotel
- Guest House - na lokalnej wyspie, to pensjonat usytuowany pomiędzy domami lokalnej ludności. Tutaj toczy się codzienne życie mieszkańców, dzieci chodzą do szkoły, a rybacy wypływają na połowy
Łodka Safari - cruiser z kajutami, który wypływa w rejs po atolach, mogą to być rejsy tematyczne, np. dla nurków - pływa się wówczas po najciekawszych miejscach do nurkowania w kraju.

Przepaść cenowa jest dość spora. Najtaniej wychodzi pobyt w Guest Housie na lokalnej wyspie, acz kolwiek, należy pamiętać, że ceny nie będą tak niskie jak na Sri Lance czy w Tajlandii. To dość kosztowny kierunek, nawet, jeśli zorganizowany w opcji low budget.

Nie ma czegoś takiego, jak biwakowanie pod…

Zamieszkać na Malediwach

Pomysł na ten post zrodził się spontanicznie, jest on uważam niezbędny, gdyż wielu z Was zastanawia się, jak to się stało, że zamieszkalam na Malediwach i jak to zrobić, żeby także zamieszkać. W końcu jeśli mnie się udało, to chyba nie może to być aż tak skomplikowane. Dostaję od 2 do 5 maili dziennie, z pytaniem, jak to zrobić? Odpowiadam zatem.
Muszę już od początku ostudzić trochę te emocje i powiedzieć, że wcale nie jest tak łatwo. Gdyby było, czy nie byłoby dziś wysp pełnych niemieckich emerytów, angielskich studentów i w ogóle mnóstwa innych nacji z całego ŚWIATA bo któż nie marzy o tym, aby mieszkać w raju ? No właśnie, a tak nie jest. Jeszcze do niedawna, w ogóle nie było wstępu na lokalne wyspy, była tylko turystyka w resorcie i wielu turystów nawet nie zdawało sobie sprawy, że tam kilka wysepek dalej, toczy się czyjeś codzienne życie. Malediwczycy mieszali się jedynie między wyspami, ciężko było odnotować zagranicznego męża czy żonę (może z wyjątkiem Indii czy Sri Lanki, gd…

Po prostu - Malediwy

Malediwy to biały piasek, palmy zwisające nad krystalicznie czystą wodą. Z tym się kojarzą. Natomiast prawda jest taka, że to połowa tego, co Malediwy mają nam do zaoferowania. Jedna połowa mieści się nad a druga pod wodą. Kolorowy, przepiękny i ciekawy podwodny świat, to coś, czego każdy obowiązkowo musi tutaj doświadczyć. Przestawiam kilka fotografii z ostatnich tygodni, zarówno znad jak i spod wody.
Znany już pewnie wszystkim dobrze Sand Bank. Za każdym razem o innym kształcie. Zależy, jak uformują go fale. Kolory wody i nieba zależą od pory dnia, od zachmurzenia. Tak więc Sand Bank niby ten sam, a jednak za każdym razem inny.
fot. Grzegorz Juszczuk













Świat podwodny przy Sand Banku - rafa, której oplynięcie zajmuje dobre 2 godziny