Przejdź do głównej zawartości

Wiatr we włosach

Mało brakowało, a w ogóle bym nie doleciała .... We Frankfurcie zmienili numer gate`u z B1 na B44 a ja dowiedziałam się o tym jak już przez gary wzywali Frau Magdalena Tajpel jest proszona pod gate B44. Podbiegłam z jęzorem na brodzie (a lotnisko do małych nie należy), a pani mówi, że jej przykro, że jest za późno bo walizka już została wyjęta z samolotu, a drzwi są zamknięte. Stała trójka pracowników, dwóch widziałam, że chcieli się ulitować, ale jeden służbista dla zasady powiedział nie i już. Po 10 minutach rozpaczliwej próby wymuszenia wejścia do samolotu, przyszedł jakiś pracownik, mówiąc w te słowa: ale piloci powiedzieli, że jeszcze nie odlatują i chcą ją zabrać. Służbista tylko stwierdził, że tym razem Glueck gehabt! I że warto czasem dłużej o coś prosić bo się udaje. Otworzyli drzwi do samolotu, walizka nazad trafiła do łuku bagażowego .... widziałam tylko te wzroki pasażerów czekających na mnie jedyną, łącznie z pilotami - wchodząc widziałam tylko dwie głowy wystające z kokpitu, zastanawiające się co to za ciaprok, dla którego złamali wszelkie zasady i opóźnili lot. Nie ważne. Miejsce, zarezerwowane przy oknie na mnie też grzecznie czekało. Tego typu samolotem leciałam po raz pierwszy :) był duży i po środku miał także fotele. Kojarzy mi się z samolotami transatlantykami, ale jak widać na Male też można takim dolecieć, Condorem.



Śniadanie. Ciepła bułeczka, salami, wędlina, ser, jogurt. Wieczorem podawali ciepłe tortelini z serem i pomidorami, było smaczne i sycące. Do tego mała bułeczka, pumpernikiel i camembert. Stewadressy często przejeżdżały z wózeczkiem z napojami, serwując kawę, herbatę, soki wszelkiego rodzaju i Campari. 
Samolot wylądował punktualnie o 8 czasu malediwskiego (5 rano w Pl). 


Siedziałam na skrzydle, ale po bokach i tak widziałam resorty 




Trzeba odstać swoje w kolejce po wizę.


Ja tym razem stałam w innej ^^

Odebrałam wizę, odebrałam bagaż i udałam się do wyjścia. Czekał już na mnie mój nowy szef Zaheen oraz kolega Shifan, który chciał sprawić mi ogromną przyjemność i przyjść na lotnisko z kwiatami. Jechał na terminal promowy na motorze więc kwiaty schował do materiałowej siatki. Na lotnisku zapomniał je wyjąć i wręczył mi je razem z reklamówką :D Miłe z jego strony, ale nadal nie wiem jak to jest jak ktoś czeka na mnie z bukietem kwiatów przed wejściem. 


Promem udaliśmy się do Male. Widoki jakby znajome

Zostaję w Male przez kilka dni, ponieważ chcę załatwić kilka spraw, takich jak nowy numer telefonu, numer konta itp. Dlatego mój szef zorganizował dla mnie hotel na te parę nocy. Była godzina 10, a mój pokój miał być gotowy dopiero na 12, więc zostawiliśmy walizki i pojechaliśmy prosto do sklepu, wybierać szklanki do naszego hotelu :D Wybierałam odpowiednie szklanki do soków ze świeżo wyciskanych owoców, do soków do śniadania, szklanki na wodę oraz do pokoi. Zaheen bardzo liczy się z moim zdaniem hihihi kupił wszystkie modele, jakie wskazałam. 


I tak pomykaliśmy wąskimi uliczkami Male, a we włosach hulał wiatr. Poczułam się częścią tego świata, tak bardzo różniącego się od tego, który dotychczas znałam. 

Zaheen musiał odebrać żonę z pracy więc poprosił swego współpracownika, aby zajął się mną w tym czasie. Miałam wycieczkę na skuterku po całej wyspie, nie wnikając specjalnie w zasady ruchu drogowego, panującego na ulicach Male. Mniemam iż takowych w ogóle nie posiadają 

o 12 przyjechaliśmy pod hotel, weszliśmy na piętro, stoimy pod drzwiami: ja, Zaheen, współpracownik o wdzięcznej ksywie "Dziara" i czekamy na kogoś, kto pojawi się z kluczem. Miałam sobie obejrzeć pokój, zatwierdzić czy mi się podoba, w czasie kiedy moje walizki wnoszone były na górę przez dwóch pracowników hotelu. Staliśmy tak w piątkę i patrzyliśmy na drzwi, czekając kolejnych kilka parę minut aż ktoś łaskawie wreszcie przyniesie mi klucz. Dochodziły kolejni pracownicy, niestety bez klucza i tak patrzeliśmy w końcu w siódemkę, z nadzieją, iż każde kolejne zasłyszane na schodach kroki niosą ze sobą klucz. Klucz dotarł. klamka na drzwiach znajduje się na wysokości moich kolan więc czułam się jakbym była Alicją w Krainie Czarów. Pokój do luksusowych nie należy, ale jest najważniejsze: łóżko, łazienka i klimatyzacja. I tak sobie tu pomieszkam przez następne kilka dni. Wszyscy strasznie się przejmują tym, że będę się tu czuła samotnie i próbują zająć mi jakoś czas. Co chwile ktoś puka do pokoju, chwilę pogada, a jak mówiłam właścicielowi, który przyniósł dla mnie wymienioną po znajomości po dobrym kursie ichnią walutę, że jestem zmęczona i chyba się trochę prześpię, odpowiedział, przesuwając moje rzeczy z rantu łóżka na bok i zasiadając w tymże miejscu: Aha, zmęczona jesteś, no tak, podróż długa. Ja też kiedyś byłem w Polsce ..... wyszedł dopiero wtedy jak oscentacyjnie zamknęłam laptopa i powiedziałam, że idę spać :-)
Tyle, co się położyłam puka Dziara. Potrzebował akurat dostępu do internetu w swoim telefonie więc postanowił skorzystać z mojego wi-fi. Ułożył sobie poduszkę na ścianie, oparł plecami i założył nogę na nogę jak gdyby nigdy nic, instalując Vibera. 
Spałam może godzinę. 
O 7 pojawił się Shifan i zabrał mnie na kolację. Nie byłam zbyt głodna więc zjadłam tylko sałatkę i wypiłam sok z arbuza. Karaa fani - to jedna z niewielu rzeczy, które znałam wcześniej w języku dhivehi. 


Po kolacji pojechaliśmy na plażę. Mimo, iż było ciemno, na plaży było na prawdę pięknie. Fale z potężną siłą rozbijały się o falochrony. Dookoła palmy, ławeczki. Drobniutki piasek miałam pod stopami, weszłam do ciepłego oceanu. W tym momencie dopiero dotarło do mnie gdzie jestem i że to się dzieje na prawdę.
W międzyczasie pojawił się Dziara, zapalił papierosa i pojechał na zakupy. My wsiedliśmy na motorek i pojechaliśmy dalej, do dzielnicy soku ze świeżych kokosów :-)


Kiedy rozbolała mnie głowa od ilości spalin, poprosiłam o odwózkę do hotelu. I tak oto jestem, może wreszcie będę miała chwilę ciszy i w spokoju zasnę. 


P.S. Nie zasnę ..w Male już po północy, rozdzwoniły się telefony z życzeniami urodzinowymi: Huzzein, Shifan, Zaheen i Firash ^^


Komentarze

  1. Bo to piękne urodziny! Wszystkiego najlepszego, wielu nowych przyjaciół, wieprzowego szefa, ,fajnych i sympatycznych turystów 100 lat! Pozdrawiam Agata

    OdpowiedzUsuń
  2. Miało być wspaniałego szefa!!

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Informacje praktyczne - wakacje na Malediwach - wyspa Nilandhoo

Wakacje na Malediwach. Mało kto pewnie wie, zanim w ogóle zagłębi się w temat, że na Malediwach wypoczywać można na trzy różne sposoby:

- Resort - luksusowe ośrodki z domkami na wodzie, gdzie cena również będzie "luksusowa". Nie ma tam życia lokalnego, są tylko turyści, a całą wysepkę zajmuje jeden hotel
- Guest House - na lokalnej wyspie, to pensjonat usytuowany pomiędzy domami lokalnej ludności. Tutaj toczy się codzienne życie mieszkańców, dzieci chodzą do szkoły, a rybacy wypływają na połowy
Łodka Safari - cruiser z kajutami, który wypływa w rejs po atolach, mogą to być rejsy tematyczne, np. dla nurków - pływa się wówczas po najciekawszych miejscach do nurkowania w kraju.

Przepaść cenowa jest dość spora. Najtaniej wychodzi pobyt w Guest Housie na lokalnej wyspie, acz kolwiek, należy pamiętać, że ceny nie będą tak niskie jak na Sri Lance czy w Tajlandii. To dość kosztowny kierunek, nawet, jeśli zorganizowany w opcji low budget.

Nie ma czegoś takiego, jak biwakowanie pod…

Zamieszkać na Malediwach

Pomysł na ten post zrodził się spontanicznie, jest on uważam niezbędny, gdyż wielu z Was zastanawia się, jak to się stało, że zamieszkalam na Malediwach i jak to zrobić, żeby także zamieszkać. W końcu jeśli mnie się udało, to chyba nie może to być aż tak skomplikowane. Dostaję od 2 do 5 maili dziennie, z pytaniem, jak to zrobić? Odpowiadam zatem.
Muszę już od początku ostudzić trochę te emocje i powiedzieć, że wcale nie jest tak łatwo. Gdyby było, czy nie byłoby dziś wysp pełnych niemieckich emerytów, angielskich studentów i w ogóle mnóstwa innych nacji z całego ŚWIATA bo któż nie marzy o tym, aby mieszkać w raju ? No właśnie, a tak nie jest. Jeszcze do niedawna, w ogóle nie było wstępu na lokalne wyspy, była tylko turystyka w resorcie i wielu turystów nawet nie zdawało sobie sprawy, że tam kilka wysepek dalej, toczy się czyjeś codzienne życie. Malediwczycy mieszali się jedynie między wyspami, ciężko było odnotować zagranicznego męża czy żonę (może z wyjątkiem Indii czy Sri Lanki, gd…

Podróż poślubna na Malediwach

Podróż poślubna powinna być wyjątkowa, wymarzona. To magiczna podróż, która pozostać ma w pamięci na całe życie. Powinno być romantycznie, sceneria winna być niepowtarzalna. Czyli wiadomo już, co chcę powiedzieć - nie ma nic lepszego na podróż poślubną jak właśnie Malediwy :) Jako, że wiosna i lato to czas wzmorzonych ślubów, odzywało się do mnie wiele parek wlaśnie w tym czasie. Właśnie w związku z podróżą poślubną. Postanowiłam wyjść naszym Nowożeńcom naprzeciw i stworzyłam dla nich pakiety, dzięki którym nie muszą się o nic martwić. Wiadomo, jak to jest, kiedy ma się na głowie całą organizację wesela - nie ma się za bardzo głowy do biegania jeszcze za wakacjami. Dlatego powstał mój pakiet, w którym: w miarę możłiwośi wspomagam szukanie przelotów we wskazanym terminie, organizuję transfer na wyspę, noclegi wraz z wyżywieniem, atrakcje na miejscu, sesję ślubną na plaży oraz szereg dodatkowych atrakcji wraz z dekoracjami z lokalnych kwiatów i roślin.
Wskazówka: ja naczęściej korzysta…