Przejdź do głównej zawartości

Happy Birthday!

Wstałam o 11, leniwe zbierając się do wyjścia. Jakby nie życzenia, nie odczułabym w ogóle, ze to dzień moich urodzin. I to okrągłych, bo 30 tych. Chciałam zobaczyć plażę w Male za dnia. Dzień był trochę pochmurny, więc i plaża nie do końca oddała swój urok, ale fale i ciepła turkusowa woda zachęcały do wejścia.



Z Male widać lotnisko na Hulhule. Samoloty lądują jeden za drugim.

Chwilę posiedziałam na ławeczce pod palmą i pojechałam na kolejną wycieczkę po Male z Shifanem. Niestety po drodze pękła tylna opona, zapewne pod moim ciężarem (A Shifan do filigranowych też nie należy)  i na resztę dnia motorek trafił do warsztatu. 
Jest piątek, czyli taka polska niedziela. Nic się nie dzieje, tym bardziej w ramadanie, kiedy to mieszkańcy pierwszy posiłek spożywają dopiero o  zmierzchu, a ostatni o świcie. Nie mogą palić ani wypić łyka wody. Jak wczoraj miałam klęskę urodzaju i w drzwiach tylko mijali się wszyscy moi znajomi, tak dziś wróciłam do hotelu i z nudów zasnęłam.
Obudziłam się o 18, czyli idealnie wtedy, kiedy mieszkańcy idą na śniadanie. Mogłam w końcu wyjść przed hotel i zapalić papierosa, nie wypada palić wcześniej, bo po co ich drażnić. Na recepcji unosił się zapach świeżo krojonego ogórka. Przed hotelem skutery mijały się jeden za drugim, wszyscy hucznie spieszyli na śniadanie. Zapraszają się nawzajem, celebrują posiłki. 
Przed 20 odebrał mnie Shifan, który przyszykował dla mnie urodzinową kolację na sąsiedniej wyspie, Hulhumale. Promy na tą wyspę odpływają co 10 minut i za każdym razem są prawie pełne. Male jest bardzo zatłoczone, dlatego wiele osób przeprowadza się właśnie tam, do Hulhumale, gdzie dobudowano kawałek lądu i postawiono budynki mieszkalne. 
Znajomy Shifana prowadzi hotel o nazwie Fern Botuique Hotel w Hulhumale, na dachu którego znajduje się bardzo przyjemna restauracja, pod gołym niebem. Pojechaliśmy tam, z okazji urodzin mogłam zamawiać wszystko co chciałam. Były też prezenty, breloczki z Puchatkiem, słodycze, album o Malediwach, najsłynniejszego fotografa, pochodzącego z Niemiec, który jako pierwszy w latach 70 tych sfotografował Malediwy z lotu ptaka oraz T-shirty zrobione na zamówienie "Magda loves Maldives". Kelner miał przynieść tort po skończonym posiłku. Tort może za dużo powiedziane - torcik, był zamówiony w cukierni, więc przyjechał w pudełku i reklamówce. Kelner przyniósł tort ... w pudełku i w reklamówce i tak postawił mi go na stole. Oni są po prostu rozkoszni. Jak nie kwiaty to tort z reklamówki.


Napis w upale troszkę się rozjechał 


Tort czekoladowy i świeży sok z mango. Lubie.


Na koniec, kelner przynosi taki oto zestaw, który ma za zadanie wyczyścić zęby. Pokrojony orzeszek nie smakuje na nic, jest twardy i trudno się go żuje, liść przypomina trochę koper włoski a goździk smakuje jak mydło. Wyplułam na chusteczkę, ale zęby rzeczywiście wydawały się czystsze. 
Po kolacji Shifan pożyczył skuterki od kolegów mieszkających na Hulhumale i pokazał mi całą wyspę. Zdjęcia wrzucę jak wybiorę się tam kiedyś za dnia, bo wieczorem niewiele było widać. Jednak Hulhumale wydaje się mi być takie mało malediwskie - asfaltowe, bardzo dobrej jakości drogi, ulice handlowe, nawet autobusy. Jest o wiele spokojniej niż w Male, zdecydowanie mniejsza ilość skuterków i aut. 
Koło 11 wróciliśmy do Male, po to aby wsiąść na motorki i przeciskać się między tysiącem innych motorków, zmierzających w nieznanym nikomu kierunku. Oni jeżdżą całymi dniami, do późnej nocy w koło wyspy, bez żadnego większego celu. Zresztą nie ma się co dziwić skoro paliwo za 3 dolary  starcza im na tydzień bezmyślnego jeżdżenia .... Ale ja tam lubię te jeżdżenie bez celu :-)
Nie mogę doczekać się poniedziałku, kiedy to popłynę na swoją wyspę i rozpakuje się w swym nowym domku. Zdjęcia będą również o wiele ciekawsze, piękne, turkusowe, z plażą i palmami. 



Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Informacje praktyczne - wakacje na Malediwach - wyspa Nilandhoo

Wakacje na Malediwach. Mało kto pewnie wie, zanim w ogóle zagłębi się w temat, że na Malediwach wypoczywać można na trzy różne sposoby:

- Resort - luksusowe ośrodki z domkami na wodzie, gdzie cena również będzie "luksusowa". Nie ma tam życia lokalnego, są tylko turyści, a całą wysepkę zajmuje jeden hotel
- Guest House - na lokalnej wyspie, to pensjonat usytuowany pomiędzy domami lokalnej ludności. Tutaj toczy się codzienne życie mieszkańców, dzieci chodzą do szkoły, a rybacy wypływają na połowy
Łodka Safari - cruiser z kajutami, który wypływa w rejs po atolach, mogą to być rejsy tematyczne, np. dla nurków - pływa się wówczas po najciekawszych miejscach do nurkowania w kraju.

Przepaść cenowa jest dość spora. Najtaniej wychodzi pobyt w Guest Housie na lokalnej wyspie, acz kolwiek, należy pamiętać, że ceny nie będą tak niskie jak na Sri Lance czy w Tajlandii. To dość kosztowny kierunek, nawet, jeśli zorganizowany w opcji low budget.

Nie ma czegoś takiego, jak biwakowanie pod…

Zamieszkać na Malediwach

Pomysł na ten post zrodził się spontanicznie, jest on uważam niezbędny, gdyż wielu z Was zastanawia się, jak to się stało, że zamieszkalam na Malediwach i jak to zrobić, żeby także zamieszkać. W końcu jeśli mnie się udało, to chyba nie może to być aż tak skomplikowane. Dostaję od 2 do 5 maili dziennie, z pytaniem, jak to zrobić? Odpowiadam zatem.
Muszę już od początku ostudzić trochę te emocje i powiedzieć, że wcale nie jest tak łatwo. Gdyby było, czy nie byłoby dziś wysp pełnych niemieckich emerytów, angielskich studentów i w ogóle mnóstwa innych nacji z całego ŚWIATA bo któż nie marzy o tym, aby mieszkać w raju ? No właśnie, a tak nie jest. Jeszcze do niedawna, w ogóle nie było wstępu na lokalne wyspy, była tylko turystyka w resorcie i wielu turystów nawet nie zdawało sobie sprawy, że tam kilka wysepek dalej, toczy się czyjeś codzienne życie. Malediwczycy mieszali się jedynie między wyspami, ciężko było odnotować zagranicznego męża czy żonę (może z wyjątkiem Indii czy Sri Lanki, gd…

Po prostu - Malediwy

Malediwy to biały piasek, palmy zwisające nad krystalicznie czystą wodą. Z tym się kojarzą. Natomiast prawda jest taka, że to połowa tego, co Malediwy mają nam do zaoferowania. Jedna połowa mieści się nad a druga pod wodą. Kolorowy, przepiękny i ciekawy podwodny świat, to coś, czego każdy obowiązkowo musi tutaj doświadczyć. Przestawiam kilka fotografii z ostatnich tygodni, zarówno znad jak i spod wody.
Znany już pewnie wszystkim dobrze Sand Bank. Za każdym razem o innym kształcie. Zależy, jak uformują go fale. Kolory wody i nieba zależą od pory dnia, od zachmurzenia. Tak więc Sand Bank niby ten sam, a jednak za każdym razem inny.
fot. Grzegorz Juszczuk













Świat podwodny przy Sand Banku - rafa, której oplynięcie zajmuje dobre 2 godziny